Chciałem, żeby to było coś wyjątkowego. Żebyście zobaczyli, że mi naprawdę zależy i że nie jest to tylko mój widzimiś. ;) Szczerze mówiąc, gdy ponownie dzisiaj spojrzałem na swoje podanie, uświadomiłem sobie, że naprawdę jest napisane tak żałośnie, jak tylko się dało. Pora to naprawić. A nowe podanie ma być wyjątkowe dlatego, że... no właśnie, sami widzicie, dlaczego. Nieco dziwna forma - zewnętrzna strona. Zbudowałem ją z pewnego obrazka na DeviantArt (tak jak layouty w Imperium są zbudowane z obrazków z dA i innych, więc proszę nie posądzać mnie o kradzież ;)). Po drugie - tym razem zmuszę się do napisania o sobie, ba, nawet zamierzam dać parę fotek. Ale ostrzegam, że to nie będzie przyjemne. Daruję sobie tabelki. :)
Zdaję sobie sprawę, że niektórzy z was w ogóle nie uznają poprawek, jak napisali na forum. Rozumiem to i nie próbuję namawiać, proszę jednak o nie dawanie mi z góry negatywa. :P
Zacznę od tego, czego - jak już wiecie - nie lubię, czyli napiszę o sobie. Otóż w życiu rzeczywistym mam na imię Patryk, co do swojego imienia mam mieszane uczucia - z jednej strony wydaje mi się takie pokraczne, ale z drugiej strony urzeka mnie swoją niepopularnością i pochodzeniem. ;]
Patryk – oboczna, skrócona wersja imienia Patrycjusz. Jeszcze innym wariantem tego imienia jest Patrycy. Pochodzenie i znaczenie: łacińskie: patricius – patrycjuszowski, szlachecki, szlachetnie urodzony.
Mam 16 latek, po wakacjach zacznę się kształcić w technikum, kierunek technik informatyk. Mieszkam w małej, zabitej dechami mieścinie w północno-zachodniej Wielkopolsce, jakieś 50 km od Poznania. Moje miasto liczy nieco ponad 2000 ludzi i nie mamy tu Biedronki, czy chociażby Stonki. ;oCo roku spędzam weekendy z rodziną w ośrodku wypoczynkowym w Sierakowie niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Mogę wtedy trochę popić piwka z braćmi czy kuzynami. :D (Proszę starszych forumowiczów o niezwracanie mi uwagi co do alkoholu w tym wieku, bowiem rozdziewiczenie alkoholowe już mam za sobą :P ).
Każdy dzień od około 20-go jednego miesiąca do 10-go następnego to dla mnie nauka pokory i cierpliwości, posiadam tzw. najszybszy internet mobilny Orange. Najszybszy to on może jest, ale tylko w większych miastach i o ile nie przekroczysz swojego limitu miesięcznego, bo wówczas ściągnięcie pliku MP3 z Internetu zajmuje jakieś... godzinę, półtorej.
W domu posiadam: Czarnego, krwiożerczego kota o groźnym imieniu Miczurin, sukę rasy nie-znam-się o imieniu Sonia (sic!), rybki w akwarium oraz nierzadko jednego z dwójki małych dzieci moich dwóch starszych (po ok. 30 lat) braci. Czasami zdarza się nawet, że w domu przebywają obydwoje, wtedy odbywa się prawdziwy sajgon. A jeszcze jednemu bratu dopiero co się narodziło następne, drugiemu bratu niedługo się urodzi, a ja osiwieję przed 18-tymi urodzinami.
W mojej chromolonej mieścinie nie ma księgarni, więc pozostaje mi tylko ściąganie nielegalnych (a co :>) ebooków. Dobrze, że bardzo dużo można znaleźć legalnie w Internecie. :> Kocham wiersze, zwłaszcza J. Słowackiego, W. Blake'a czy W. Shakespeare'a. Sam napisałem jedynie... nie, zacząłem pisać dupną opowieść w stylu "Romea i Julii" Szekspira, wicie, rozumicie, diabelnie mało didaskaliów, za to bardzo dużo dialogu. Przy okazji, "Romeo i Julia" to mój ulubiony utwór ze wszystkich. Z Blake'a lubię "Tyger", "Reeds of Innocence" itp. Swoje ulubione umieściłem na swoim Gramsajcie.
Moją pasją są przede wszystkim wszystkie sprawy związane z tworzeniem różnych rzeczy przy pomocy komputera domowego. Lubię bawić się Photoshopem, językami programowania, a szczególnie tworzeniem stron internetowych (nie tak bardzo zaawansowanie jak niektórzy webmasterzy wielkich serwisów, ale jak to się mówi - człowiek uczy się przez całe życie. Tak i ja uczę się tego cały czas), zacząłem poznawać program do tworzenia grafiki trójwymiarowej - Blender 3D, ale jedno co najbardziej kocham, to gry komputerowe. :D Zarówno te starsze (Fallout 1, 2, Gothic I itp) jak i nowsze (na swoim lapku przeszedłem Crysisa. :O Oczywiście na najniższych ustawieniach graficznych ;)). Szczególnie preferuję RPGi, jednakże w te największe hity, jak Baldur's Gate czy Neverwinter Nights nie miałem okazji zagrać. ;( Chwilowo brakuje mi kasy, ale zamierzam nabyć te gry przy najbliższej okazji.
Co do muzyki, to w sumie lubię każdy rodzaj, tylko dany utwór musi mi wpaść w ucho. Nie lubię jednak techno. Szczególnie preferuję amerykański rap w wykonaniu Tupaca, Nate Dogga i Puff Daddy'ego. Z polskich - tylko Kaczmarski.
Jestem leniem patentowanym. Od roku odnawiamy projekt naszej gry browserówkowej o nazwie Deltus Terra. Jednak poważnie idzie to dopiero od... chyba od kwietnia, ale Sep będzie lepiej wiedział, kiedyśmy tam mutki wrzucili i przysięgliśmy, że nie będziemy już dokładać zmian, które wymagają wymyślania całego systemu od nowa.
Do Impa trafiłem, w połowie piątej Ery. W grudniowym '05 (chyba?) numerze CD-Action wyczytałem artykuł o grach browserówkowych, ale wtedy jeszcze nie miałem u siebie Internetu, więc dane mi było tylko czekać. Po jakichś dwóch, trzech miesiącach dostałem upragniony Internet. Najpierw był przedstawiony w artykule RedoraN, ale mi się kiepsko spodobał, potem Bruinena, a na końcu Imp. I tak zostałem. :D Pograłem najpierw kowalem (pamiętam, że z kuzynem - w Impie... eee... ostatnio zmienił nick... ale w każdym razie nazwisko imperialne Greywords - dłuugi czas nabijaliśmy do 2 lvl-u... Jakieś trzy, cztery dni. Działo się. :P
Byłem "znany" jako Sven Kowal. Słowo "znany" dałem w cudzysłów, ponieważ o żadnej sławie nie było mowy. Potem zmieniłem profesję... i wykasowałem "Kowal" z nicka. Grałem wojownikiem, do około 80-go lvlu. Potem zresetowałem postać i zacząłem grać magiem. Doszedłem do ok. 60 lvl-u i przestałem grać. Do końca V Ery. W VI Erze zostałem sobie druidem. Tak to mi jakoś zleciało, niewiele pamiętam z tamtego okresu mojej bytności na Impie, był to chyba czas wrzesień '06 - luty '07, kiedy grałem w Impie jako druid. Później wraz z Azim prowadziliśmy sklep, tzn. Azik go posiadał, razem sprzedawaliśmy mikstury, podatkiem dzieląc się po połowie. Pamiętam, że cieszyłem się, bo interes przynosił duże dochody. :D Było to, jak twierdzi Azik, dwie ery temu.
Niedawno odwiedził mnie w domu mój kolega, Cyta. Dałem mu wcześniej link do Imperium, bo szukał dobrego sieciowego RPG. W sumie Imperium jest chyba jedynym dobrym, browserówkowym RPG w Polsce. Jeszcze. :D
Wracając do tego, że do mnie wpadł w odwiedziny, namówił, żebym zaczął grać druidem i tworzył mikstury, które on będzie skupował, w zamian płacąc kasę i dostarczając zioła i reagenty. Zgodziłem się, bo czemu nie. Po zalogowaniu (postać miałem utworzoną już wcześniej, coby trochę na chatce posiedzieć - chociaż i tak nie siedziałem prawie w ogóle) zrobiłem reset starej postaci i wybrałem druida. Zagadałem do Azika, czy nadal gra druidem i czy jest szansa na rozkręcenie wspólnego biznesu ponownie. Odparł, że nie, bo gra magiem, ale gdybym produkował dla niego mikstury many to... no, byłby wdzięczny. :D
W pewnym momencie zaproponował, żebym wstąpił do AS, napisał podanie, "Wiem że umiesz" - powiedział. Trafiłem w zły moment na pisanie pierwszego podania. Brak czasu i weny... Zresztą, sami widzieliście.
I dlatego powstała ta ministronka - to właśnie moje nowe podanie do waszego klanu.
W nocy przed wyjazdem nad morze, napisałem opowiadanie na potrzeby podania. Zamieściłem je w uzupełnieniu poprzedniego, ale umieszczę i w tym, ale to poniżej, w ramce.
Statystyki... Cóż. Dopiero zaczynam, ale przez ostatni brak czasu trochę energii się zmagazynowało i czeka na wydanie. Próbowałem zrobić parę razy trochę mikstur, jednak w większości próby spełzały na niczym. Udało mi się tylko raz i mam 10 butelek wody leczącej...
Poziom: 1
Exp: 8/250 (3.2%)
Zdrowie: 10/10
Energia: 282.93/10.01
Mana: 10/10
Złoto: 449
Charyzma: 20.500 - w końcu charyzma jest najważniejsza w tworzeniu
Inteligencja: 3.000 - a inteligencję sobie zostawię na potem, kiedy będę kupował przepisy na silniejsze mikstury.
Warzenie mikstur: 0.17
Zielarstwo: 0.20
Exp: 8/250 (3.2%)
Zdrowie: 10/10
Energia: 282.93/10.01
Mana: 10/10
Złoto: 449
Charyzma: 20.500 - w końcu charyzma jest najważniejsza w tworzeniu
Inteligencja: 3.000 - a inteligencję sobie zostawię na potem, kiedy będę kupował przepisy na silniejsze mikstury.
Warzenie mikstur: 0.17
Zielarstwo: 0.20
Ciemno i zimno. Koleiny ubite kołami wozów wyłożone są zimnym, mokrym śniegiem. Brudnym śniegiem. Śniegiem, który nieprzerwanie lecąc z nieba, w mgnieniu oka wypełnia wgłębienia, które swoimi ciężkimi butami spowodował osobnik w płaszczu nieznanego koloru, koloru, którego i tak nie widać w tej ciemności. Widać jedynie delikatne kontury jego sylwetki w bladym świetle księżyca i gwiazd. Jedną z nich dostrzegł właśnie ów osobnik, kiedy spalając się w atmosferze, w szybkim tempie spadała na ziemię. Nieznajomy zdjął kaptur z głowy, złączył kciuk oraz dwa palce prawej ręki, wypowiadając po cichu zaklęcie. Niebieskie iskry sypnęły z jego dłoni, po chwili delikatne, błękitne światło uwolniło się z mroku. Teraz można było mniej więcej dokładnie zobaczyć twarz nieznajomego.
Miał szczupłą twarz, ostre rysy i popękane usta. Delikatny zarost i wąskie brwi podkreślały bystry wzrok. Posiadał także brudne, szare i rozczochrane włosy sięgające za ramiona. Na szyi nosił wisiorek z trzema kryształkami i metalowym odlewem litery "S".
Nieznajomy zatrzymał się. Odczekał kilkanaście sekund. Sowa zahuczała w gęstwinie lasu. Znów spojrzał w górę, nie ujrzał spadającej gwiazdy. Oświetlając sobie drogę dobrze wzmocnionym już jasnoniebieskim blaskiem poszedł w głąb lasu, zakreślając śladami stóp różne ścieżki. Ujrzał światła pochodni. I ogromny dół z kilkoma jaskiniami i setkami robiących coś ludzi, co razem tworzyło wielkie, podziemne miasto w środku lasu. Jedni wchodzili, nosząc kosze owoców i bale drewna do środka, inni wychodzili, ciągnąc za sobą sznur pomocników niosących tobołki. Nieznajomy wszedł wewnątrz jednej z grot, ujrzał długi korytarz, oświetlany przez setki, jeżeli nie tysiące pochodni, biegnący daleko w dół, często przeczesywany przez korzenie drzew. Mniejsze groty pełniły tu funkcje pomieszczeń i odgrodzone były prowizorycznymi drzwiami. Jedna z nich była jego celem. Zapukał i popchnął drzwi, które wyglądały jak kawał starego drewna i tym w zasadzie istotnie były. Wewnątrz zobaczył kilka półek z książkami, kilku młodzieńców w szarych pelerynach i starego, siwego mężczyznę z długą brodą.
- Sevan.
- Na wezwanie. W siedzibie druidów w Serianjii przekazali mi, że mam się stawić dziś po zmroku. Wybaczcie, przyjaciele, ale padający śnieg spowolnił moją drogę. O co chodzi?
- Dzisiaj jest dzień, w którym każdy z was opuści naszą tutejszą społeczność w poszukiwaniu swojego przeznaczenia. Dwóch z was, jak wskaże los, zostanie tutaj i wyruszy dopiero w przyszłym roku.
"Tak, mistrzu" - odparli chórem młodzi mężczyźni. Sevan usiadł obok jednego z nich, a starzec sięgnął do kufra i wyciągnął z niego dwudziestocentymetrową figurkę, która przedstawiała kobietę ubraną w białą szatę, trzymającą w prawej ręce pochodnię, w drugiej książkę.
- Wszyscy zakręcicie teraz figurką Śpiącej Kryyvii. Jeżeli któremuś z was figurka ustawi się twarzą do mnie, ten zostaje tutaj, w Silvien. W przeciwnym razie, będę musiał zdecydować, w którą stronę świata wyruszy jeden z was, młodzi druidzi.
Najpierw wypadło na Snorka. Sięgnął dłonią pod podstawkę figurki i zaczął nakręcać mechanizm figurki. Puścił zakrętkę, a figurka zaczęła bardzo szybko obracać się wokół własnej osi. Zatrzymała się z twarzą zwróconą w stronę Snorka.
- A więc... Odchodzisz, Snorku. Ciebie wysyłam na południe, tam, gdzie dzikie ptactwo spędza zimę. To kuferek dla ciebie. Powodzenia, i żegnaj.
Snorek nic nie powiedział. Widać było łezkę kręcącą się w jego oku. Spędził w Silvien prawie całe życie. Był małym chłopcem, kiedy druidzi znaleźli go w lesie otoczonego przez wygłodniałe wilki. Druidzi, jak to druidzi, udało im się oswoić wilki siłami magii i mocą sprzymierzenia z naturą. Snorek miał wówczas sześć lat. I łzy w oczach, zupełnie jak dzisiaj.
Drugi był Tovik. Jego próba wykazała, że musi pozostać w Silvien. Był zły. Denerwowało go, że nie może raz i na zawsze opuścić kręgu młodych druidów w podleśnym mieście. Denerwował go brak pracy i to, że praktycznie wszystkie zlecenia na mikstury przejmuje Mistrz druidów, a jeżeli już nie daje sam rady, to wyznacza do pomocy wszystkich, tylko nie Tovika. Cóż, może poszczęści mu się za rok.
Następnie przyszła kolej na Adaxara, druida bez ręki. Kończynę stracił już w Silvien, kiedy wpadł w jedną z maszyn drwali, gdy biegł do Mistrza z dostarczonymi ziołami, które rosły tylko dwa razy do roku u stóp gór Silejskich. To było dziesięć lat temu. Miał wówczas trzynaście lat, z ziół nic nie zostało. Z jedną ręką mógł jedynie uczyć się składać palce jednej ręki w proste zaklęcia i pomagać Mistrzowi, podając mu flakoniki ze składnikami i miksturami. W myślach modlił się, żeby móc pozostać w Silvien, bo kochał mistrza jak ojca. Podobnie jak Snorek, nie miał rodziców, ale był dzielny i miał temperament. Jego modły spełniły się, twarz figurki wskazywała Mistrza.
Potem kręciła Pinekle. Była jedyną dziewczyną wśród druidów. Sevan nie dostrzegł tego, bowiem wszyscy mieli długie włosy, więc ona nie wyróżniała się zbytnio, oczywiście patrząc od tyłu. Z przodu nie można było nie dostrzec jej żeńskich gabarytów. Dla niej było wszystko jedno, czy zostanie w Silvien, czy stąd odejdzie. Była tutaj dopiero rok, została zesłana na służbę u Mistrza przez zrzeszenie druidów w Koalicji Miast Wybrzeża, czyli miast na zachodzie kontynentu położonych u samego brzegu oceanu Yarhe. Z chęcią by tam wróciła. Figurka wskazała jednoznacznie - Pinekle odchodzi z Silvien, jednakże Mistrz zdecydował, że wyruszy na południowy wschód, tam, gdzie potrzeba druidów.
Ostatnim przed Sevanem był Edgar. Nikt nie zna dokładnie jego historii. Nigdy zbyt wiele o sobie nie mówił, a jeżeli już, to w wielkich ogólnikach. Na pytanie, skąd pochodzi, zwykle odpowiadał "zewsząd, chodzę to tu, to tam". W Silvien pojawił się jakby znikąd, nikt nie szkolił go w profesji druida, znał większość zaklęć i wiedział, jak warzyć mikstury. Mimo tego, że strasznie izolował się od reszty, posłusznie słuchał poleceń Mistrza. Figurka wskazała, że i on stąd odejdzie. Mistrz wysłał go do Koalicji Miast Wybrzeża, gdzie miał dostać nowe polecenia.
Przyszła kolej na Sevana. Od kilku lat istniał w Księgach Druidów Silvien. Mistrz wysyłał go na dalekie wyprawy, zwykle po rzadkie zioła i tym podobne. Druidzi przygarnęli go, gdy błąkał się sam po lesie, poszukiwany za morderstwo. Był brudny i skąpo odziany. Miał wówczas nie więcej niż dziewiętnaście lat. Druidzi ukryli go w Silvien, dali schronienie, żywność i możliwość odkupienia winy w służbie przyrody. Był pokornym uczniem. Zakręcona figurka Śpiącej spojrzała na pochodnię.
- Sevanie - powiedział wolno druid, westchnął - Jesteś specjalnym uczniem. Na pewno czujesz, że błędem jest opuszczanie Silvien.
Sevan chciał odpowiedzieć, ale stary druid wskazał gestem ręki, że ten ma być cicho. Wiedział bowiem, co Sevan chce powiedzieć.
- Weź kuferek, który przygotowałem dla ciebie i odejdź. Odejdź na północ, tam, gdzie nie wysłałem jeszcze żadnego z wychowanych pod moją wodzą druidów. Pójdź daleko. Sam nie wiem, co cię tam czeka, ale wiem, że dasz sobie radę. Może odkryjesz coś, czego sami nie znamy. Powodzenia, i... żegnaj.
Odszedł. Jego droga trwała 187 dni. Podczas drogi żywił się wszystkim, co miał lub mógł zdobyć. Napotykał wiele grup bandytów, jednak pomagały mu liczne dzikie zwierzęta, wszakże był już druidem.
Dojrzałym druidem.
Dnia sto osiemdziesiątego siódmego ujrzał blade światło w ciemności. Nie było to światło gwiazd, nie było to światło księżyca ani jednego, małego ogniska. Za sobą ciągnął konia, którego znalazł parę tygodni temu. Leżał półżywy na polanie, sam jak palec. Sevan zajął się nim, opatrzył, używając ziół otrzymanych w kuferku od Mistrza. Klacz dała się dosiąść. Pociągnął mocniej za uzdę, zatrzymał się. Zdjął kaptur z głowy i wytężył wzrok. Wsiadł szybko na konia, klacz popędziła w galopie w stronę bladego światła.
- Heeej, heej! - Sevan usłyszał nagle z boku. Głos był zmęczony i ledwo słyszalny.
- Czego chcesz, starcze? - zwrócił się Sevan do siedzącego na kamieniu staruszka z długaśną brodą. Gdyby nie był taki stary i brudny, przypominałby trochę Mistrza.
- Do Vackell, panie, do Vackell! Powieźcie mnie, proszę, a dam wam trzy sztuki ametystu, panie, zabierzcie mnie!
- Vackell... - Sevan spojrzał na miasto, zeskoczył z konia - Powiozę cię tam. Pomogę ci wsiąść na konia...
Jechali kilka minut. Ujrzeli wysoką bramę. Starzec poprosił, aby pomóc mu zejść z konia. Podszedł do ogromnej, stalowej bramy i walnął parę razy pięścią. Wrota otworzyły się, wewnątrz ukazało się kilku strażników w ciężkich zbrojach i ogromnymi mieczami. Starzec, podparty o laskę, wszedł do środka.
- Tu, panie - rzekł do Sevana - Miasto przeznaczenia, panie. Khe-khe!
Sevan popędził konia. Klacz ruszyła naprzód. "Vackell", pomyślał. "To chyba tutaj się osiedlę na stałe".
Poszedł przenocować do pobliskiej karczmy. Barman przywitał go podejrzliwym wzrokiem. Przy ladzie siedział wysoki mężczyzna, który odwrócił twarz.
- Sevan?! Do diabła, misiek, kopę lat!
- Aziz! Co tu robisz? Jak tu do cholery trafiłeś? Od naszego ostatniego spotkania minęło trochę czasu. Nadal parasz się czarami?
- Ano. Pracuję teraz z Aniołami Śmierci, jednym z potężniejszych klanów w Vackell. Może do nas dołączysz? W ogóle czym się teraz zajmujesz?
- Sto lat temu, nie pamiętam - rzekł Sevan, siadając na stołku obok - Trafiłem do druidów. Zabiłem jakiegoś łajdaka w karczmie pod Greevą. To spory kawałek drogi stąd. Kilkaset mil, jeśli nie więcej. Mistrz dał mi szansę, zacząłem mu pomagać i pracować dla niego w służbie naturze. Odmieniłem się, zostałem druidem.
- Druidów to ci u nas nie brakuje. Ale spróbować dołączyć możesz. Wyślij podanie, spisane na czystym papierze do naszej siedziby w Vackell. Ja niestety muszę iść, pogadamy kiedy indziej, na razie, stary. Trzymaj się.
Dzięki za danie mi kolejnej szansy i ewnetualne rozpatrzenie tego podania. Trzymta się ;]Nieznajomy zatrzymał się. Odczekał kilkanaście sekund. Sowa zahuczała w gęstwinie lasu. Znów spojrzał w górę, nie ujrzał spadającej gwiazdy. Oświetlając sobie drogę dobrze wzmocnionym już jasnoniebieskim blaskiem poszedł w głąb lasu, zakreślając śladami stóp różne ścieżki. Ujrzał światła pochodni. I ogromny dół z kilkoma jaskiniami i setkami robiących coś ludzi, co razem tworzyło wielkie, podziemne miasto w środku lasu. Jedni wchodzili, nosząc kosze owoców i bale drewna do środka, inni wychodzili, ciągnąc za sobą sznur pomocników niosących tobołki. Nieznajomy wszedł wewnątrz jednej z grot, ujrzał długi korytarz, oświetlany przez setki, jeżeli nie tysiące pochodni, biegnący daleko w dół, często przeczesywany przez korzenie drzew. Mniejsze groty pełniły tu funkcje pomieszczeń i odgrodzone były prowizorycznymi drzwiami. Jedna z nich była jego celem. Zapukał i popchnął drzwi, które wyglądały jak kawał starego drewna i tym w zasadzie istotnie były. Wewnątrz zobaczył kilka półek z książkami, kilku młodzieńców w szarych pelerynach i starego, siwego mężczyznę z długą brodą.
- Sevan.
- Na wezwanie. W siedzibie druidów w Serianjii przekazali mi, że mam się stawić dziś po zmroku. Wybaczcie, przyjaciele, ale padający śnieg spowolnił moją drogę. O co chodzi?
- Dzisiaj jest dzień, w którym każdy z was opuści naszą tutejszą społeczność w poszukiwaniu swojego przeznaczenia. Dwóch z was, jak wskaże los, zostanie tutaj i wyruszy dopiero w przyszłym roku.
"Tak, mistrzu" - odparli chórem młodzi mężczyźni. Sevan usiadł obok jednego z nich, a starzec sięgnął do kufra i wyciągnął z niego dwudziestocentymetrową figurkę, która przedstawiała kobietę ubraną w białą szatę, trzymającą w prawej ręce pochodnię, w drugiej książkę.
- Wszyscy zakręcicie teraz figurką Śpiącej Kryyvii. Jeżeli któremuś z was figurka ustawi się twarzą do mnie, ten zostaje tutaj, w Silvien. W przeciwnym razie, będę musiał zdecydować, w którą stronę świata wyruszy jeden z was, młodzi druidzi.
Najpierw wypadło na Snorka. Sięgnął dłonią pod podstawkę figurki i zaczął nakręcać mechanizm figurki. Puścił zakrętkę, a figurka zaczęła bardzo szybko obracać się wokół własnej osi. Zatrzymała się z twarzą zwróconą w stronę Snorka.
- A więc... Odchodzisz, Snorku. Ciebie wysyłam na południe, tam, gdzie dzikie ptactwo spędza zimę. To kuferek dla ciebie. Powodzenia, i żegnaj.
Snorek nic nie powiedział. Widać było łezkę kręcącą się w jego oku. Spędził w Silvien prawie całe życie. Był małym chłopcem, kiedy druidzi znaleźli go w lesie otoczonego przez wygłodniałe wilki. Druidzi, jak to druidzi, udało im się oswoić wilki siłami magii i mocą sprzymierzenia z naturą. Snorek miał wówczas sześć lat. I łzy w oczach, zupełnie jak dzisiaj.
Drugi był Tovik. Jego próba wykazała, że musi pozostać w Silvien. Był zły. Denerwowało go, że nie może raz i na zawsze opuścić kręgu młodych druidów w podleśnym mieście. Denerwował go brak pracy i to, że praktycznie wszystkie zlecenia na mikstury przejmuje Mistrz druidów, a jeżeli już nie daje sam rady, to wyznacza do pomocy wszystkich, tylko nie Tovika. Cóż, może poszczęści mu się za rok.
Następnie przyszła kolej na Adaxara, druida bez ręki. Kończynę stracił już w Silvien, kiedy wpadł w jedną z maszyn drwali, gdy biegł do Mistrza z dostarczonymi ziołami, które rosły tylko dwa razy do roku u stóp gór Silejskich. To było dziesięć lat temu. Miał wówczas trzynaście lat, z ziół nic nie zostało. Z jedną ręką mógł jedynie uczyć się składać palce jednej ręki w proste zaklęcia i pomagać Mistrzowi, podając mu flakoniki ze składnikami i miksturami. W myślach modlił się, żeby móc pozostać w Silvien, bo kochał mistrza jak ojca. Podobnie jak Snorek, nie miał rodziców, ale był dzielny i miał temperament. Jego modły spełniły się, twarz figurki wskazywała Mistrza.
Potem kręciła Pinekle. Była jedyną dziewczyną wśród druidów. Sevan nie dostrzegł tego, bowiem wszyscy mieli długie włosy, więc ona nie wyróżniała się zbytnio, oczywiście patrząc od tyłu. Z przodu nie można było nie dostrzec jej żeńskich gabarytów. Dla niej było wszystko jedno, czy zostanie w Silvien, czy stąd odejdzie. Była tutaj dopiero rok, została zesłana na służbę u Mistrza przez zrzeszenie druidów w Koalicji Miast Wybrzeża, czyli miast na zachodzie kontynentu położonych u samego brzegu oceanu Yarhe. Z chęcią by tam wróciła. Figurka wskazała jednoznacznie - Pinekle odchodzi z Silvien, jednakże Mistrz zdecydował, że wyruszy na południowy wschód, tam, gdzie potrzeba druidów.
Ostatnim przed Sevanem był Edgar. Nikt nie zna dokładnie jego historii. Nigdy zbyt wiele o sobie nie mówił, a jeżeli już, to w wielkich ogólnikach. Na pytanie, skąd pochodzi, zwykle odpowiadał "zewsząd, chodzę to tu, to tam". W Silvien pojawił się jakby znikąd, nikt nie szkolił go w profesji druida, znał większość zaklęć i wiedział, jak warzyć mikstury. Mimo tego, że strasznie izolował się od reszty, posłusznie słuchał poleceń Mistrza. Figurka wskazała, że i on stąd odejdzie. Mistrz wysłał go do Koalicji Miast Wybrzeża, gdzie miał dostać nowe polecenia.
Przyszła kolej na Sevana. Od kilku lat istniał w Księgach Druidów Silvien. Mistrz wysyłał go na dalekie wyprawy, zwykle po rzadkie zioła i tym podobne. Druidzi przygarnęli go, gdy błąkał się sam po lesie, poszukiwany za morderstwo. Był brudny i skąpo odziany. Miał wówczas nie więcej niż dziewiętnaście lat. Druidzi ukryli go w Silvien, dali schronienie, żywność i możliwość odkupienia winy w służbie przyrody. Był pokornym uczniem. Zakręcona figurka Śpiącej spojrzała na pochodnię.
- Sevanie - powiedział wolno druid, westchnął - Jesteś specjalnym uczniem. Na pewno czujesz, że błędem jest opuszczanie Silvien.
Sevan chciał odpowiedzieć, ale stary druid wskazał gestem ręki, że ten ma być cicho. Wiedział bowiem, co Sevan chce powiedzieć.
- Weź kuferek, który przygotowałem dla ciebie i odejdź. Odejdź na północ, tam, gdzie nie wysłałem jeszcze żadnego z wychowanych pod moją wodzą druidów. Pójdź daleko. Sam nie wiem, co cię tam czeka, ale wiem, że dasz sobie radę. Może odkryjesz coś, czego sami nie znamy. Powodzenia, i... żegnaj.
Odszedł. Jego droga trwała 187 dni. Podczas drogi żywił się wszystkim, co miał lub mógł zdobyć. Napotykał wiele grup bandytów, jednak pomagały mu liczne dzikie zwierzęta, wszakże był już druidem.
Dojrzałym druidem.
Dnia sto osiemdziesiątego siódmego ujrzał blade światło w ciemności. Nie było to światło gwiazd, nie było to światło księżyca ani jednego, małego ogniska. Za sobą ciągnął konia, którego znalazł parę tygodni temu. Leżał półżywy na polanie, sam jak palec. Sevan zajął się nim, opatrzył, używając ziół otrzymanych w kuferku od Mistrza. Klacz dała się dosiąść. Pociągnął mocniej za uzdę, zatrzymał się. Zdjął kaptur z głowy i wytężył wzrok. Wsiadł szybko na konia, klacz popędziła w galopie w stronę bladego światła.
- Heeej, heej! - Sevan usłyszał nagle z boku. Głos był zmęczony i ledwo słyszalny.
- Czego chcesz, starcze? - zwrócił się Sevan do siedzącego na kamieniu staruszka z długaśną brodą. Gdyby nie był taki stary i brudny, przypominałby trochę Mistrza.
- Do Vackell, panie, do Vackell! Powieźcie mnie, proszę, a dam wam trzy sztuki ametystu, panie, zabierzcie mnie!
- Vackell... - Sevan spojrzał na miasto, zeskoczył z konia - Powiozę cię tam. Pomogę ci wsiąść na konia...
Jechali kilka minut. Ujrzeli wysoką bramę. Starzec poprosił, aby pomóc mu zejść z konia. Podszedł do ogromnej, stalowej bramy i walnął parę razy pięścią. Wrota otworzyły się, wewnątrz ukazało się kilku strażników w ciężkich zbrojach i ogromnymi mieczami. Starzec, podparty o laskę, wszedł do środka.
- Tu, panie - rzekł do Sevana - Miasto przeznaczenia, panie. Khe-khe!
Sevan popędził konia. Klacz ruszyła naprzód. "Vackell", pomyślał. "To chyba tutaj się osiedlę na stałe".
Poszedł przenocować do pobliskiej karczmy. Barman przywitał go podejrzliwym wzrokiem. Przy ladzie siedział wysoki mężczyzna, który odwrócił twarz.
- Sevan?! Do diabła, misiek, kopę lat!
- Aziz! Co tu robisz? Jak tu do cholery trafiłeś? Od naszego ostatniego spotkania minęło trochę czasu. Nadal parasz się czarami?
- Ano. Pracuję teraz z Aniołami Śmierci, jednym z potężniejszych klanów w Vackell. Może do nas dołączysz? W ogóle czym się teraz zajmujesz?
- Sto lat temu, nie pamiętam - rzekł Sevan, siadając na stołku obok - Trafiłem do druidów. Zabiłem jakiegoś łajdaka w karczmie pod Greevą. To spory kawałek drogi stąd. Kilkaset mil, jeśli nie więcej. Mistrz dał mi szansę, zacząłem mu pomagać i pracować dla niego w służbie naturze. Odmieniłem się, zostałem druidem.
- Druidów to ci u nas nie brakuje. Ale spróbować dołączyć możesz. Wyślij podanie, spisane na czystym papierze do naszej siedziby w Vackell. Ja niestety muszę iść, pogadamy kiedy indziej, na razie, stary. Trzymaj się.





